Orgosolo - dosłownie malownicze miasteczko



Orgosolo to urocza mieścina, do której zechcesz wybrać się przynajmniej z dwóch powodów.

Pierwszy - miasteczko w istocie można wziąć za swoistą galerię sztuki, a to za sprawą mnogości murali, które ukazują się nam na prawie każdym z mijanych po drodze domów. Drugi - możesz delektować się niczym nie zmąconym doświadczaniem życia codziennego mieszkańców, co przed siedemdziesięcioma laty nie byłoby wcale takie proste.



Jadąc do Orgosolo wiedziałam, że odwiedzę "miasteczko bandytów" jak bywa nazywane, ale nie spodziewałam się, że będzie ono takim odkryciem. To miejsce to jedna z takich perełek, które zdarza się czasami odkryć dość przypadkowo, co potwierdza fakt, że warto w przypływie podróżniczej nonszalancji czasem nie poznawać wcześniej atrakcji wyznaczanych przez przewodniki.

Miasteczko jest bardzo spokojne i ludzie bez pośpiechu w nim żyją z dala od turystycznego zgiełku. Przechodząc nawet głównymi drogami mijamy w barach siedzących panów w podeszłym wieku popijających niespiesznie espresso i to jest piękny obrazek, oni zwyczajnie siedzą, nawet po prostu nie rozmawiają, od czasu do czasu rzucą czymś co im akurat przyjdzie na myśl, ale generalnie się luzują i uosabiają sielskie życie tego miasteczka.


Idąc przez miasteczko słychać co najwyżej pogwizdy wrzącej kawy przelewanej z makinetki, pobrzęk łyżek mieszających sos pomidorowy i szczekające psy. Ale czy zawsze panowała tu taka sielanka? Bynajmniej.


Historia generalnie jest taka, że kiedyś te tereny tj. region Barbagia, jako że jest mocno górzysty i obfity w lasy, były dobrą kryjówką różnej maści bandziorów i drani, i z uwagi na ten fakt ziemie te zyskały przez Cycerona nazwane właśnie od barbarzyńców. Nie byli jednak źli i okrutni dla wszystkich - byli także uważani za lokalnych kozaków, bo odbierając bogatszym dawali biednym, przez co zyskali u zastraszonej lokalnej społeczności typowy dla mafii respekt. Konflikty i napaści były na porządku dziennym, banditi ukrywali się po domach podczas gdy uganiała się za nimi policja i generalnie ten stan rzeczy utrzymywał się dość długo.

Punkt krytyczny nastąpił jednak po drugiej wojnie światowej, kiedy to liczba morderstw w miasteczku przekraczała 30 rocznie i przestało być już tak kolorowo, zwłaszcza, że niektóre z nich dokonywano na przypadkowych osobach. Mieszkańcy od tego czasu zaczęli wydawać rzezimieszków policji i w miasteczku zapanował względny spokój.



Historia Orgosolo została inspiracją do nakręconego w 1961 roku przez Vittorio de Seta dramatu "Banditi a Orgosolo" nagrodzonego na festiwalu filmowym w Wenecji.



Skąd się wzięły więc te wszechobecne murale?

Zaczęły się one tak licznie pojawiać za sprawą ówczesnego lokalnego nauczyciela sztuk plastycznych, Francesco del Casino, który zachęcał uczniów do przenoszenia na ściany manifestów uprzednio tworzonych na plakatach. I tak, dzięki temu dzisiaj możemy podziwiać tu malunki przedstawiające nie tylko dzieje sardyńczyków, ale także tych nawiązujących do historii nowożytnej innych krajów oraz wielu ważnych wydarzeń, które zapisały się w dziejach świata, jak np. zamach na World Trade Centre czy wywalczenie przez kobiety prawo do głosowania.

To, że w miasteczku panuje taki błogostan pozwala na kontemplowanie tych pięknych eksponatów sztuki ulicznej i potęguje ich przekaz, a jest co podziwiać, bo dzieł jest już ponad 300.

Siamo tutti clandestini - Wszyscy jesteśmy nielegalni.

W miasteczku nadal można zobaczyć ślady po kulach powstałych przez bójki miejscowych banditi (patrz lewy górny róg).


Niemałą niespodziankę przed czterema laty wywołał fakt , że w miasteczku znowu pojawił się del Casino, tym razem już jako 76-latek, i przywdziany w niebieski fartuch zaczął odnawiać nadszarpnięte zębem czasu malunki tworząc przy tym kilka nowych ściennych obrazów.

Francesco del Casino, artysta przy pracy. źr. lanuovasardegna.it

Historia Francesco del Casino bardzo przypomina mi postać wrocławskiego artysty, który zasłynął z okazałego muralu, który w 1977 r. stworzył na murach wrocławskiego ZOO. Pan Jerzy Wołoszynowicz mimo podeszłego wieku (ur. 1932 r) w 2017 r. czyli 40 lat później, zamarzył o odrestaurowaniu i dokończeniu dzieła swojego życia, co udało mu się dokonać m.in. dzięki pomocy wrocławian.


To jest po prostu urok luzu południa który mnie rozbraja. Po co drukować oczojebne żółto-czerwone szyldy jak można przecież postawić stare, rozumiesz, krzesło, rzucić chabazie i gra. (tłum, "CZARNY MIÓD", czyli ciemny miód robiony na Sardynii, nazywany też abbamele.) Na zdjęciu widoczny mural mówiący o ułudzie w dążeniu do zmniejszenia dysproporcji między najbogatszymi, a najuboższymi.



Niektóre z murali nie dość, że piękne same w sobie, to jeszcze są wspaniale wyeksponowane.



To małe, niezwykle ciche miasteczko jest bardzo malownicze - i to dosłownie.

Będąc na Sardynii odwiedzenie tego miejsca sprawi Wam na pewno bardzo dużą przyjemność.

;-)

  • Instagram - Czarny Krąg

© 2019 by Szczęśliwa w podróży